27 kwietnia 2017

Przywołanie - plan naprawczy

,,Do mnie!" to zdecydowanie jedna z najważniejszych komend, który każdy pies powinien opanować. Jednak przychodzenie na zawołanie wbrew pozorom jest trudnym zadaniem. Sprawienie, że my jesteśmy bardziej interesujący niż zapachy, sarny, psy lub ludzie, nie jest prostą rzeczą. Raz jesteśmy w dołku, a raz osiągamy sukces. Niestety przywołanie ma to do siebie, że łatwo można w nim coś popsuć.
U nas bywało rożnie - mam na myśli odwołanie u Beethovena. Na samym początku w ogóle nie uczyłam go przywołania (miałam 8 lat), jakieś 2 lata później czytałam o tym sporo i postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce. Po jakimś czasie Beethoven odwoływał się perfekcyjnie, nie gonił saren (za każdym razem, jak się w nie wpatrywał to go przywoływałam - przychodził), nie miałam z nim żadnych problemów oprócz agresji. Jak życie było z nim idealne, przestałam to wszystko szlifować. Dosłownie wszystko się popsuło. Gonił sarny, biegał z nosem przy ziemi, miał mnie gdzieś i przychodził jak mu się chciało. Chciałam to naprawić, ale nie wiedziałam jak. Później na spacerach po prostu go spuszczałam i w ogóle go nie wołałam. Biegał za sarnami, lecz ja byłam spokojna, bo wiem, że i tak nigdy ich nie dogoni - nie jest taki zwinny i szybki, w końcu to bernardyn.
Po jakimś czasie stwierdziłam: koniec! Mam dość jego ciągłego szczekania do saren, biegania pół kilometra ode mnie, tak nie może być. Decyzja zmienienia naszego życia jest jedną z najlepszych, jakie podjęłam.
smakołyk jako nagroda      |||      zabawa jako nagroda
Po pierwsze: nagroda. Wcześniej używałam przeróżnych smakołyków - kiedy nie miałam pojęcia o żywieniu psów w moje ręce wpadały Pedigree, Chappi i inne przysmaki firm, które kosztują po złotówce i można je kupić w każdym sklepie spożywczym. Później zagłębiłam się w temat jedzenia dla psów i jako nagrodę wykorzystywałam możliwie jak najbardziej naturalne kiełbaski, następnie znalazłam przepis na smakołyki wątrobiane, które piekłam co tydzień. Dalej zabrakło mi pieniędzy na kupowanie wątróbki, miałam grosze, a więc wykorzystywałam suchą karmę, od czasu do czasu kradłam parówki z lodówki, a gdy tylko mój portfel przytył - pędziłam do zoologicznego kupić jakieś naturalne smakołyki mięsne lub do spożywczaka po wątróbkę. Wkrótce bez powodu przestałam piec smakołyki i wykorzystywałam samą karmę. Oczywiście nie musice nagradzać psa tylko jedzeniem i głosem - możecie wykorzystać do tego ulubione zabawki lub możliwość biegania z innymi psami.
Poza tym w nagradzaniu jest jedna ważna rzecz. Jeśli tylko zawołacie psa i on do Was biegnie - nie wyciągajcie do niego ręki ze smakołykiem, nie bierzcie przysmaku w dłoń, ciągle ma być on w kieszeni/nerce. Klaszczcie, klepnijcie w swoje nogi, zróbcie kilka kroków do tyłu, aby jeszcze bardziej zachęcić psa do przyjścia. Dopiero wtedy, kiedy pies będzie przy Was, wyciągnijcie smakołyk i dajcie mu go (zaraz po nagrodzie słownej, np. brawo, super, pięknie! itp.). Ma to psa nauczyć, że przychodzi on do Was po to, aby Was uszczęśliwić i dostaje za to nagrodę, a nie na odwrót - pies nie przychodzi do Was, aby coś przekąsić.

Po drugie: emocje. Pies bardzo zwraca na to uwagę. Jeśli pies do Was przybiegnie, a Wy powiecie ,,super pies" tonem, jakby Wam co najmniej pół rodziny umarło, to pies nie będzie wyrażał takiej chęci przebywania z Wami, nie dostrzeże tego, że się cieszycie. Musicie przekazywać mu jak najwięcej pozytywnych emocji, cieszyć się, że przyszedł. Mówcie naprawdę sporo słów, np. ,,pięknie, super, ślicznie, dobry pies!", krzyczcie, piszczcie, skaczcie... Warto zrobić z siebie głupka, aby zbudować u swojego psa dobrą opinię, relację. U Beethovena to naprawdę pomaga!

Po trzecie: linka. Nie warto ryzykować, że pies gdzieś pobiegnie lub nie odwoła się, gdy go zawołamy i ucieknie. Linka to ogromna pomoc, jedynym jej minusem jest ciągłe plątanie się. Opłaca się pomęczyć te kilka/kilkanaście miesięcy, aby później mieć psa, który chętnie przybiega na zawołanie. Jeśli macie dużego psa i boicie się, że linka może się urwać, gdy pies pociągnie, to polecam kupić lonżę dla konia. Nie kosztuje ona wiele, a jest mocniejsza i bezpieczniejsza. Ja używam lonży, która ma około 6,5 m, możecie kupić dłuższą. Była używana długo u konia, jak i u psa, wciąż jest w stanie bardzo dobrym.
Jeśli wołacie psa, a on nie przychodzi, nie przyciągajcie go do siebie za pomocą linki. Stańcie w miejscu i czekajcie, aż sam do Was przyjdzie - najlepiej kucnijcie. Wiem doskonale, jak bardzo kusi, aby psa spuścić. Jeśli chodzi o przywołanie - nie warto ryzykować. Łatwo wszystko popsuć. Musicie tak długo trenować na lince, aż będziecie w pełni ufać psu, że do Was przyjdzie i nie ucieknie.
Zdjęcie jeszcze z czasu, kiedy Beethoven na spacerach biegał luzem
Żaneta od Abi pisała kiedyś o przywołaniu. Na początek powinniśmy zacząć od siebie, zapomnieć o niemiłych wydarzeniach, które przydarzyły się nam w przeszłości. To naprawdę trudne, bo wciąż mamy świadomość, że nasz pies nie potrafi się odwoływać i wiemy, jak zachowuje się w niektórych sytuacjach. Dlatego wyzerujmy nasz umysł i zaczynamy od początku - tak pisała Żaneta.
Nasz plan przedstawiłem powyżej w trzech punktach. Oprócz tego zamierzam znowu przejść na metodę spalenia miski, bo wiem, jak kiedyś nam pomogła. Pewnie wiecie, że porzuciłam obedience z Beethovenem. Po prostu jest to dla niego zbyt trudne, tylko od czasu do czasu będziemy coś dłubać. Jego miejsce nie jest na treningu, ale na polu, gdzie może swobodnie biegać (hmm, teraz nie tak swobodnie). Jeśli macie psa z dużą motywacją, chęcią współpracy z Wami - trenujcie obedience. Naprawdę nie macie pojęcia, jak mocno przydaje się to w życiu codziennym, a ja sama doświadczam to z Nero. To trudne, czasochłonne, wymagające intensywnego myślenia, ale ile potem satysfakcji, że pracowało się długo, a efekty były niesamowite.

My zaczęliśmy od zera. Tak naprawdę wciąż mam tą świadomość, że wcześniej bywało rożnie, że Beethoven mocno ekscytuje się na widok sarny lub zająca, ale też czasem rezygnował z pogoni na rzecz nagrody, raz byliśmy w dołku, a raz prawie na szczycie... Teraz też jest rożnie, odwołuje się od niektórych zapachów, czasem przychodzi sam, ale jednak sarny lub zające nadal są najważniejsze i najbardziej interesujące.
Jeśli Wy macie psa w młodym wieku lub po prostu szczeniaka - przyłóżcie się do przywołania porządnie. To naprawdę zaprocentuje w przyszłości, będzie po prostu łatwiej. A jeśli zignorujecie to najważniejsze, będziecie mieć psa, który później nie będzie Was słuchał, a zapachy i inne zwierzęta będą ciekawsze od Was. Zróbcie po prostu to, co do Was należy i cieszcie się później efektami i psem, który nie sprawia Wam żadnych kłopotów.

Nie wyszło chyba tak długo, jak myślałam. Fakt, najkrótszy post to to nie jest, ale też nie należy on do najdłuższych. Po prostu myślę, że długie poradniki zawierają bardzo wartościowe informacje i można z nich więcej wyciągnąć, aniżeli post że wskazówkami, który ma kilkanaście zdań.
O przywołaniu na pewno czytaliście nie jeden raz, sama nie lubię czytać czegoś, z czym miałam do czynienia kilkanaście razy. Natomiast ten post jest dla mnie moją wskazówką, będę do niego wracać jak coś w naszym odwołaniu się zmieni, albo żeby sobie coś przypomnieć. Pomyślałam, że może Wy chcielibyście też o tym przeczytać, na jakim etapie stoimy i jak chcemy radzić sobie z problemem. A problemów behawioralnych mamy wiele, ale na chwilę obecną przywołanie wydaje mi się najprostsze do wypracowania. Agresja to nie temat dla mnie, wolę nie zajmować się tym, bo mogę jeszcze bardziej to zepsuć. Muszę się nauczyć żyć z psem agresywnym w świadomości, że nie możemy umawiać się na spacery z żadnymi psami lub ludźmi, bo nie skończyłoby się to dobrze.

Nie wiem jaki będzie kolejny post, nie wiem kiedy go opublikuję. Nie mam żadnego pomysłu, a jeśli jest jakiś temat, który mogłabym poruszyć i by Was zaciekawił - napiszcie śmiało w komentarzu i przedstawcie swoje propozycje. Tutorial do jakiejś sztuczki, coś związanego z obedience, a może co nieco o psich mięśniach i świadomości łap wraz z filmikiem? Dajcie znać!
P.S - w zasadzie mam do napisania jeden post, ale to dopiero pod koniec maja/początek czerwca
P.S2 - przepraszam za tak małą ilość zdjęć w tym poście, miałam zupełnie inny pomysł na zdjęcia bardziej tematyczne, koniec końców wyszło jak zwykle
P.S3 - zapraszam do wypełnienia ankiety! Dosłownie kilka pytań, ostatnio nie mam pomysłu na wpisy, więc postanowiłam stworzyć krótki formularz.
Do napisania!

8 komentarzy:

  1. To ja tak zapytam - możesz podzielić się tym przepisem na ciastka? Zbieramy przepisy i niedługo będziemy zabierać się za pieczenie, więc chcemy sprawdzić jak najwięcej :) Emocje są bardzo ważne! U Wilsona od razu widać różnicę, kiedy wołam go głosem jakbym informowała kogoś o pogrzebie, a kiedy takim, w którym słychać entuzjazm. Czasami też trzeba pamiętać, żeby wydać komendę jak najbardziej stanowczo, bo inaczej niektóre psy mogą nasz ton po prostu olać, tym bardziej, jeżeli to początki nauki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten przepis jest tak krótki, że pisanie osobnego wpisu na jego temat byłoby trochę dziwne :D. Ja kupuję 1kg wątróbki, w domu gotuję i ugotowaną wątróbkę miksuję. Wychodzi z tego taki trochę pasztet :P. Tą masę przekładam do miski, wbijam jedno lub dwa jajka i wykładam na blachę. Czasem bywało i tak, że musiałam użyć drugiej blachy, bo na jedną się nie zmieściło :D. Jeżeli Twój pies w kilka dni tego nie zje, to możesz zmniejszyć proporcje lub resztę zamrozić. Smakołyki są nieco kruche, ale psy je uwielbiają :D

      Usuń
    2. Dziękuję! Na pewno spróbujemy.

      Usuń
  2. Świetne wskazówki! My właśnie jesteśmy w trakcie szlifowania przywołania i choć w teorii wiem wszyściutko, to gorzej z praktyką. Też ostatnio brakuje mi pomysłów na wpisy, to chyba już wakacyjne lenistwo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas przywołanie jest już naprawdę idealne. Choć nie ukrywam - miałyśmy z tym nawracające problemy. Zazwyczaj Goya uciekała, ale nie w pogoni za zwierzaczkiem itd... tylko bojąc się czegoś, czyli ze strachu. Na szczęście po kilku sesjach w terenie udało nam się nad tym zapanować i teraz na spacerze kluska się odwołuje, ba! nawet grzecznie czeka aż się ją zapnie na smycz.

    Mam nadzieję, że pomysł na nowy post szybko wpadnie do głowy, i oczywiście - już wypełniam ankietę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. My z przywołaniem męczyłyśmy się rok, no może 10 miesięcy. Fiona do skończenia pierwszego roku życia każdy swój spacer spędzała na lince i była to jedna z lepszych decyzji, które kiedykolwiek podjęłam. Na co dzień nie mamy praktycznie żadnych problemów z przywołaniem, oczywiście są czasem gorsze dni, a mam już na tyle wyczucie swojego psa, że po prostu ten jeden spacer spędza na smyczy i koniec, nie jej dzień, ja to szanuję, rozumiem i dbam o jej bezpieczeństwo.

    Pozdrawiamy H&F
    Nasz blog!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super post, na pewno bardzo przydatny! Ja Rocky'ego uczyłam już od małego tego, by bez względu na okoliczności po moim zawołaniu do mnie przybiegł. Dzięki tej komendzie naprawdę dużo zależy od tego, co może wydarzyć się później - pies ucieknie do innego i zaczną się gryźć, bo jeden zacznie a drugi będzie chciał się bronić? Zobaczy coś za ulicą i nie daj Boże wpadnie pod samochód? Ucieknie w pogoni za kotem, a potem nie wróci? Wiele zależy tak naprawdę od nas. Każdemu to powtarzam - znajomym, rodzinie, obcym, a nawet czasami samej sobie w myślach - jeżeli wiesz, że pies może uciec, trzymaj go na smyczy lub lince, by mieć pełną kontrolę :)

    http://z-zycia-owczarka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Prawda, że dłuższe poradniki są wartościowe, bo zawierają sporo informacji, tak jak u Ciebie. Mnie się czasem nie chce czytać, ale zwykle docieram do końca i stwierdzam, ze było warto.

    OdpowiedzUsuń

Komentarz odnoszący się do tekstu jest dla mnie wielką motywacją, za każdy (nawet krótki!) tekst napisany przez kogoś serdecznie dziękuję ♥